Podniebny patrol

1 gwiazdka2 gwiazdki3 gwiazdki4 gwiazdki5 gwiazdek

Podniebny patrol

W opinii wielu jest nieefektowny, może nawet brzydki. Brakuje mu wdzięku i niezbędnego w lotnictwie romantyzmu… ale bez niego trudno sobie wyobrazić współczesne rolnictwo, leśnictwo czy straż pożarną . To swoisty wół roboczy. Wół, często od najbrudniejszej roboty… M18 Dromader , zwany potocznie „Podniebnym Strażakiem”…

Jego wygląd jest czysto praktyczny. Żadnych upiększeń, zbędnych elementów, stylistycznych fanaberii. Jednak zadania, które przychodzi mu wykonywać to misje często bardziej ryzykowne od tych wykonywanych przez maszyny wojskowe. M18 Dromader to w istocie latający zbiornik z wodą lub innymi środkami gaśniczymi. Kiedy spod brzucha maszyny uwalnia się 2500 litrów wody, pędzących z prędkością 300 km/h w stronę płomieni – widok jest doprawdy imponujący.

Dodatkiem do zbiornika z wodą jest ponad 1000-konny silnik, zbiornik z paliwem i kabina zaprojektowana chyba przez krasnoludka..dla krasnoludka. I oczywiście pilot. Wielu z nich uważa , że trudno o lepszy i bardziej wytrzymały samolot do zadań specjalnych. Dromadery są ostateczną linią obrony, przysłowiową ostatnią deską ratunku. Nadlatują zawsze wtedy, gdy pożar wymyka się spod kontroli tym, którzy próbują ugasić go z ziemi. Wtedy przychodzi polecenie startu. Pilot ma 7 minut na oderwanie się od ziemi. Często trzeba kilkanaście razy pokryć wodą to samo miejsce, by czerwony żywioł skapitulował. Często trzeba latać od świtu do nocy, tak jak to było w Kuźni Raciborskiej. Przez kilka dni piloci oglądali tylko łunę pożarów i czuli unoszący się w powietrzu swąd spalenizny…

Pilot Henryk Gajownik zna wszystkie sekrety i kaprysy Dromadera. Latał nad Egiptem, Sudanem, Iranem i Chile. Gasił największe pożary lasów w Polsce. Od lat nad bezpieczeństwem jego lotów czuwa mechanik pokładowy Krzysztof Rawinis. Obaj zgodzili się opowiedzieć o swojej pracy. Ich opowieść uzupełnił Sławomir Filipowicz – kapitan Państwowej Straży Pożarnej w Olsztynie.

4 komentarze do “Podniebny patrol”

  1. shimon :

    Dromadery są na amerykańskiej licencji, więc nie tak bardzo polskie…

  2. geronimo :

    Nieważne na jakiej licencji, ważne, że skuteczne. Kapitalne zdjęcia spadającej spod samolotu wody. Gratulacje dla autora.

  3. jaroszek :

    Ja robię podobne materiały.Sporo pracy to kosztowało.
    Ja sam w miesiąc to bym zrobił, ale kto dał by mi polatać dromaderem.Pa

  4. jonek :

    Dromadery Silnik tego samolotu ma 1000 koni i waży tyle co maluch. Widziałem kiedyś z daleka, jak dwa takie gaszą pożar lasu koło Boesławca Wyglądały jak myśliwce z II Wojny. Coś pięknego!

Dodaj komentarz